- No już po wszystkim - powiedział
tworzenie stron internetowych |sale szkoleniowe gdynia |wejherowo hotele
„— No, już po wszystkim — powiedział spokojnie — minęliśmy Balaton, a teraz znowu będziemy się drapać w górę, nad Tatry.
I rzeczywiście. Szum w uszach. Nabieraliśmy ostro wysokości.
„Sarna" rozcierał potłuczone kolano klnąc z cicha. U mnie zaś dopiero teraz spóźniona refleksja jesteśmy latającą beczką benzyny, wystarczyłby jeden rozpalony odłamek i... Lepiej nie myśleć!
Czas płynął. W którymś momencie zrobiło się bardzo zimno, zapewne pod nami Tatry. Usiłowałem dostrzec coś przez iluminator, ale w dole nieprzeniknione ciemności. Czuję jednak, że już chyba niedaleko do celu.
Znowu kapitan Korpowski — Przeskoczyliśmy Tatry, za nami też Kraków. Pora się przygotować.
Odpiąłem spadochron, ściągając równocześnie dokuczliwą uprząż. To samo uczynił „Sarna". Sprawdzenie pistoletów, pocisk do lufy, bezpiecznik.
Silniki na coraz mniejszych obrotach. Przepadamy powoli w dół. Przywarłem do iluminatora. Na razie ciemno, nic nie widać. Wtem w czarnej głębi zamigotało anemiczne światełko. Rośnie w oczach. To ognisko wskazujące kierunek nalotu. Zacichają silniki. Poczułem lekki wstrząs. Jakby przyhamowało maszynę. Pilot wypuścił podwozie i klapy do lądowania. A więc za chwilę powinniśmy przytrzeć do murawy. Tymczasem Dakotę niesie i niesie. Rozumiem, widocznie wiatr zmienił raptownie kierunek i dmucha nam teraz w ogon. Pilot podrywa maszynę. Przechył na skrzydło i ostry skręt. Zapewne będziemy próbowali podejść z większej odległości.“(4)
Perfumy Escada |Hostel Warszawa |www.kosciol.muzykalny.net
„— No, już po wszystkim — powiedział spokojnie — minęliśmy Balaton, a teraz znowu będziemy się drapać w górę, nad Tatry.
I rzeczywiście. Szum w uszach. Nabieraliśmy ostro wysokości.
„Sarna" rozcierał potłuczone kolano klnąc z cicha. U mnie zaś dopiero teraz spóźniona refleksja jesteśmy latającą beczką benzyny, wystarczyłby jeden rozpalony odłamek i... Lepiej nie myśleć!
Czas płynął. W którymś momencie zrobiło się bardzo zimno, zapewne pod nami Tatry. Usiłowałem dostrzec coś przez iluminator, ale w dole nieprzeniknione ciemności. Czuję jednak, że już chyba niedaleko do celu.
Znowu kapitan Korpowski — Przeskoczyliśmy Tatry, za nami też Kraków. Pora się przygotować.
Odpiąłem spadochron, ściągając równocześnie dokuczliwą uprząż. To samo uczynił „Sarna". Sprawdzenie pistoletów, pocisk do lufy, bezpiecznik.
Silniki na coraz mniejszych obrotach. Przepadamy powoli w dół. Przywarłem do iluminatora. Na razie ciemno, nic nie widać. Wtem w czarnej głębi zamigotało anemiczne światełko. Rośnie w oczach. To ognisko wskazujące kierunek nalotu. Zacichają silniki. Poczułem lekki wstrząs. Jakby przyhamowało maszynę. Pilot wypuścił podwozie i klapy do lądowania. A więc za chwilę powinniśmy przytrzeć do murawy. Tymczasem Dakotę niesie i niesie. Rozumiem, widocznie wiatr zmienił raptownie kierunek i dmucha nam teraz w ogon. Pilot podrywa maszynę. Przechył na skrzydło i ostry skręt. Zapewne będziemy próbowali podejść z większej odległości.“(4)
Perfumy Escada |Hostel Warszawa |www.kosciol.muzykalny.net